Prosty język na wesoło

W tej zakładce pokazujemy temat prostego języka z przymrużeniem oka. Publikujemy lekkie, humorystyczne materiały, przykłady i linki, które w przystępny sposób zwracają uwagę na językowe absurdy, zawiłe sformułowania i urzędowe „klasyki”. To miejsce, w którym śmiech idzie w parze z refleksją, a dobre przykłady przypominają, że jasna komunikacja może być nie tylko skuteczna, ale też przyjazna i zrozumiała.
Shift + Enter – niewinny klawisz, który potrafi doprowadzić grafika do rozpaczy
Samotne „w”, „z” czy „na” na końcu wiersza potrafi uruchomić bardzo niewinną reakcję: „przeniosę je niżej”. I wtedy do akcji wkracza Shift + Enter. Dla autora problem znika. Dla grafika… dopiero się zaczyna. 😉

Są takie drobiazgi, które dla jednych są zupełnie nieistotne, a dla innych potrafią być źródłem prawdziwych zawodowych emocji.
Shift + Enter jest jednym z nich.
To chyba jeden z najczęstszych błędów typograficznych, jakie można spotkać w dokumentach przygotowywanych w urzędach i różnych instytucjach. Co ciekawe, bardzo łatwo go uniknąć.
Na początku niewinnie…
Piszemy dokument. Wszystko idzie dobrze. Aż nagle na końcu wiersza zostaje samotne:
w
Na przykład:
Zapraszamy mieszkańców na spotkanie w
Urzędzie Miasta.
Patrzymy na ekran.
— Nie może tak zostać. Przecież „w” nie może wisieć samotnie na końcu wiersza!
I wtedy ręka sama wędruje do klawiatury.
Shift + Enter.
Gotowe.
Zapraszamy mieszkańców na spotkanie
w Urzędzie Miasta.
Pięknie.
Dokument zapisany. Można wysyłać.
Tylko że… właśnie stworzyliśmy problem dla kogoś, kto ten dokument będzie później składał.
Wszystko było dobrze. Do czasu…
Plik trafia do grafika. Grafik otwiera dokument. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie. Zmienia szerokość kolumny. Powiększa czcionkę. Przenosi tekst do programu graficznego. I nagle:
Zapraszamy mieszkańców na
spotkanie
w Urzędzie Miasta.
— Co się stało?!
Sprawdza.
Jeden Shift + Enter.
Drugi.
Trzeci.
Dziesiąty…
Trzydziesty siódmy.
Grafik patrzy na ekran, na którym zamiast dokumentu widzi las małych znaków końca wiersza:
↵ ↵ ↵ ↵ ↵ ↵ ↵ ↵ ↵ ↵
I wtedy zaczyna rozumieć.
Nie dostał dokumentu. Dostał zagadkę.
„Ale u mnie wszystko wyglądało dobrze!” I właśnie w tym tkwi cały problem. U autora rzeczywiście wyglądało dobrze. Ręczne łamanie wiersza działa przecież dokładnie tak, jak mu kazaliśmy. Mówimy:
„Tutaj zakończ wiersz”.
A ono odpowiada:
„Rozkaz wykonany”.
I nie obchodzi go, że za chwilę ktoś:
- zmieni szerokość kolumny,
- zmieni wielkość czcionki,
- użyje innego kroju pisma,
- przeniesie tekst do innego programu,
- przygotuje materiał do druku,
- albo zapisze dokument jako PDF.
Shift + Enter nie wie, że zmieniły się warunki. On po prostu pamięta nasze polecenie.
Na szczęście jest prostszy sposób
Jeżeli chcemy tylko sprawić, żeby przyimek nie został samotnie na końcu wiersza, nie musimy ustalać ręcznie miejsca jego zakończenia.
Zamiast powiedzieć programowi:
„Tutaj zakończ wiersz”
powiedzmy:
„Te dwa słowa mają być razem”.
I właśnie do tego służy spacja nierozdzielająca.
Jeżeli chcemy, żeby:
w Urzędzie
zawsze występowało razem, ustawiamy kursor między „w” a „Urzędzie” i wciskamy:
Ctrl + Shift + spacja
Gotowe.
Teraz program może sam układać tekst. Jeśli zabraknie miejsca — przeniesie „w Urzędzie” do następnego wiersza. Jeśli miejsca będzie wystarczająco dużo — zostawi oba słowa tam, gdzie są. Bez ręcznego przesuwania. Bez poprawiania dokumentu po zmianie jego układu. Bez polowania na 37 ukrytych Shift + Enterów.
🚦 Dwie różne funkcje
SHIFT + ENTER
🔴 „Tutaj zakończ wiersz”.
CTRL + SHIFT + SPACJA
🟢 „Te słowa mają być razem”.
To niewielka różnica w sposobie naciskania klawiszy, ale ogromna różnica w tym, co później dzieje się z tekstem.
A Shift + Enter nie jest przecież zły
Żeby była jasność: Shift + Enter ma swoje zastosowanie. Pozwala rozpocząć nowy wiersz bez rozpoczynania nowego akapitu. I czasami jest dokładnie tym, czego potrzebujemy. Problem pojawia się wtedy, gdy używamy go do poprawiania wyglądu tekstu, zamiast pozwolić programowi samemu go ułożyć. To trochę tak, jakbyśmy chcieli przesunąć jeden samochód na parkingu, przestawiając całą ulicę.
Zapamiętaj!
Samotny „w”, „z”, „na”, „do”, „od”, „po” albo „u” na końcu wiersza?
Nie naciskaj Entera.
Nie naciskaj Shift + Enter.
Po prostu:
Ctrl + Shift + spacja
I pozwól programowi zrobić resztę.
PRZYIMKI LUBIĄ TOWARZYSTWO!
Nie zostawiaj ich samych na końcu wiersza. 😉
Bo prosty język to nie tylko proste słowa. To także tekst, który nie robi czytelnikowi niespodzianek — nawet wtedy, gdy przestaniemy patrzeć mu przez ramię. A grafik?
Grafik też człowiek. Oszczędźmy mu tych 37 Shift + Enterów. 😄
Urzędowe „tentegowanie”, czyli po co nam „niniejsza przedmiotowość”?
Czy pismo z urzędu może mieć coś wspólnego z domowym „podaj mi ten ten-tego”? Okazuje się, że tak! Otwieramy nasz nowy dział „Prosty język na wesoło” przedrukiem felietonu dr. hab. Tomasza Piekota. Ostrzegamy: po tej lekturze już nigdy nie spojrzycie tak samo na słowa „niniejszy” i „przedmiotowy”!

Jednym z dziwniejszych zjawisk polszczyzny potocznej jest „tentegowanie”. Polega ono na zastępowaniu słów znaczących zaimkami. Mówimy wtedy: „Przyteguj mi tu pieczęć” czy „Lepiej tam nie idź. Szefowa dzisiaj jest nie ten”.
Być może z niechęci do takich praktyk bierze się nasz lęk przed używaniem zaimków w tekstach formalnych? Boimy się, że z zaimkami wypowiedzi będą brzmieć prostacko.
Z powodu niechęci do zaimków w tekstach urzędowych szerzą się dwa słowne natręty: „niniejszy” i „przedmiotowy”. W większości przypadków kancelaryzmy te możesz śmiało zastąpić prawdziwymi zaimkami: „ten, ta, to”. Wówczas miejsce „niniejszego wezwania” i „przedmiotowej sprawy” zajmą równie precyzyjne: „to wezwanie” i „ta sprawa”.
Praktyczna wskazówka: Jeśli zamieniasz słowa „niniejszy” i „przedmiotowy” na zaimki: „ten, ta, to” – pamiętaj o zasadzie eleganckiej inwersji. Efekt ten polega na umieszczeniu zaimka na drugim miejscu w zdaniu, a nie na początku. Zamiast: „To wezwanie…”; „Ta sprawa…” – lepiej napisać: „Wezwanie to…”; „Sprawa ta…”.
Źródło: Tekst i grafika pochodzą z cyklu „Prosty język na wesoło” portalu funduszeunijne.gov.pl. Tekst felietonu (autor: dr hab. Tomasz Piekot)
Od redakcji: W Siemianowicach Śląskich uczymy się pisać tak, żebyście nie musieli niczego „tentegować”. Ten felieton to dla nas ważna lekcja!